Do czego może służyć Eksplorator Użytkownika w Google Analytics?

Dokładnie dwa tygodnie temu, w tym artykule, informowałem o nowej funkcjonalności, która pojawiała się w Google Analytics – o Eksploratorze Użytkownika. Pisałem tam o tym, że narzędzie to pozwala na śledzenie zachowań konkretnych użytkowników, co dotychczas było niemal niemożliwe w Analyticsie oraz, że daje naprawdę spore możliwości. Później w tym miejscu spekulowałem na temat tego, co może być powodem wprowadzenia tej funkcjonalności przez Google. Dzisiaj niespodziewanie przyszło wyjaśnienie od samego Google.

Google inwestuje w Eksplorator Użytkownika

Nowa funkcjonalność w Analyticsie słusznie opatrzona została etykietą „BETA” – jest ona ciągle rozwijana. Twierdzę tak dlatego, że gdy dzisiaj zajrzałem do Eksploratora Użytkownika w Google Analytics spotkała mnie niespodzianka, w postaci przewodnika po samym narzędziu i krótkiego wyjaśnienia tego, jakie ma funkcjonalności oraz skierowania mnie na stronę zawierającą dalsze wyjaśnienia. Poniżej przedstawiam zrzuty ekranu przedstawiające to, co zaprezentowało mi Google. Niestety całość jest w języku angielskim, Google nie przygotowało jeszcze wersji w naszym języku.

Eksplorator użytkownika w Google Analytics

Eksplorator użytkownika w Google Analytics

Eksplorator użytkownika - widok konkretnego użytkownika

Eksplorator użytkownika - widok konkretnego użytkownika

Eksplorator użytkownika - widok konkretnego użytkownika

Eksplorator użytkownika - widok konkretnego użytkownika

Do czego zatem ma służyć Eksplorator Użytkownika w Google Analytics?

Jak widać, na koniec zostałem skierowany po dalsze informacje do strony dokumentacji tego narzędzia, gdzie już na wstępie zostało wyjaśnione do czego może ono służyć. Czytamy zatem, że pozwala on na analizę poszczególnych, pojedynczych zachowań użytkowników, zamiast zbiorów tych zachowań. Dalej Google wyjaśnia, że jest to ważne jeżeli chcemy personalizować doświadczenia użytkownika, lub gdy zachodzi potrzeba wglądu w interfejs użytkownika, który np.  ma niezwykle wysoką średnią wartość zamówień lub znaleźć miejsce, w którym użytkownik ma kłopoty ze złożeniem zamówienia. Jak widać jednym z celów wprowadzenia Eksploratora użytkownika jest danie nam narzędzia, które pomoże ulepszyć nasze strony internetowe. Wpisuje się to w to, o czym już pisałem, że Google dąży do tego, aby strony internetowe były jak najlepsze, a korzystanie z internetu jak najbardziej przyjazne dla użytkowników, bo większy ruch w internecie to potencjalnie większe dochody Google.

Zachęcam do przeczytania dokumentacji Eksploratora Uzytkownika dostępnej pod tym adresem (niestety w wersji angielskojęzycznej). Zachęcam także do zostawiania komentarzy abym miał więcej danych do analizy zachowań poszczególnych użytkowników w moim serwisie 😛

Eksplorato użytkownika - widok zdarzeń

Przygotowania Google do Mobilegeddonu

Jak pisałem już w tym wpisie Google dokładnie miesiąc temu, 16 marca, ogłosił, mówiąc kolokwialnie, że w maju tego roku nadejdzie nowy Mobilegeddon. Co prawda patrząc po tym jak ten, demonizowany przez wszystkich Mobilegeddon, wyglądał w zeszłym roku, to należało by go raczej nazwać „Mobile…”, nie wiem, może NIC WIELKIEGO? No właśnie bo tak naprawdę nic wielkiego się nie stało. Żadne strony nie poleciały, ruch z urządzeń mobilnych się niemal nie zmienił, gdyby nie wcześniejsza zapowiedź wprowadzenia tej zmiany ze strony Google może nikt by jej nie zauważył.

W tym roku może jednak być inaczej. Wprowadzona w zeszłym roku aktualizacja niewiele zmieniła bo, jak informowało samo Google, czynnik rankingowy, jakim jest dostosowanie serwisu do urządzeń mobilnych, miał bardzo małe znaczenie. Teraz Google zapowiedziało zwiększenie znaczenia tego czynnika i to co w zeszłym roku było niezauważalne, w tym roku może być już dotkliwie odczuwane na niektórych serwisach. Jest bardzo prawdopodobne, że, o ile dany serwis nie posiada naprawdę bardzo wartościowej i unikalnej treści, w ogóle nie pojawi się w wynikach wyszukiwania dla urządzeń mobilnych, jeżeli nie będzie do tych urządzeń dostosowany. A udział urządzeń mobilnych w ruchu internetowym cały czas rośnie i takie wykluczenie z czasem będzie coraz bardziej dotkliwe.

Podanie przez Google informacji o aktualizacji z wyprzedzeniem

Wydaje się, że Google się przygotowuje, jak i również przygotowuje użytkowników do tej zmiany. Po pierwsze, tak jak w zeszłym roku, ogłosił to wcześniej, prawdopodobnie z dwóch powodów: Pierwszym jest to, że chce dać czas użytkownikom na dostosowanie się do zmiany, aby była ona dla nich mniej dotkliwa. Drugi, powiązany z pierwszym, to sprawienie, że użytkownicy będą dostosowywali serwisy do urządzeń mobilnych, co dla Google jest korzystne z kilku powodów. Z jednej strony chodzi o ułatwienie korzystania z internetu na smartfonach i tabletach, które w ogromnej części działają pod kontrolą, należącego do Google, systemu operacyjnego Android. Drugim jest zmniejszenie wagi serwisów, co pozwoli oszczędzić zasobów robotom internetowym należącym do Google, a więc i zmniejszyć koszty crawlowania internetu dla potrzeb wyszukiwarki. Przede wszystkim chodzi jednak o aspekt związany z korzystaniem ze smartfonów do przeglądania stron internetowych. Im więcej ruchu będzie pochodziło z urządzeń działających pod kontrolą Androida, tym więcej szans na wyświetlenie użytkownikom reklamy lub nakłonienie ich do zakupu jakiegoś produktu Google, a więc większe zyski. To także większa wiedza o konkretnym użytkowniku, jego zainteresowaniach i potrzebach, a przez to szansa na zaprezentowanie mu bardziej spersonalizowanej reklamy, która z większym prawdopodobieństwem przełoży się na konwersję, a więc większa skuteczność AdWords’a i jeszcze większe zyski.

Zmiana nagłówka user-agent mobilnego Googlebota

Kolejnym elementem przygotowań Google do nowego Mobilegeddonu jest zmiana zmiana nagłówka user-agent mobilnego Googlebota, o czym Google poinformowało na oficjalnym blogu dla webmasterów 15 marca. Dotychczas mobilny Googlebot przeglądał strony internetowe podając się za iPhone’a, obecnie natomiast będzie przedstawiał się jako Nexus 5X, smartphone z systemem Android i przeglądarką Google Chrome.

Poprzedni nagłówek user-agent był taki:

Mozilla/5.0 (iPhone; CPU iPhone OS 8_3 like Mac OS X)
AppleWebKit/600.1.4 (KHTML, like Gecko) Version/8.0 Mobile/12F70
Safari/600.1.4 (compatible; Googlebot/2.1;
+http://www.google.com/bot.html)

Obecny natomiast będzie wyglądał następująco:

Mozilla/5.0 (Linux; Android 6.0.1; Nexus 5X Build/MMB29P)
AppleWebKit/537.36 (KHTML, like Gecko) Chrome/41.0.2272.96 Mobile
Safari/537.36 (compatible; Googlebot/2.1;
+http://www.google.com/bot.html)

Zmiana ta wejdzie w życie jutro, 18 kwietnia, jednak już od kilku tygodni można pobrać i zrenderować stronę jako Googlebot z nowym nagłówkiem user-agent w narzędziu Google Search Console. Google jednocześnie wyjaśniło dlaczego wprowadza powyższą zmianę, oficjalnie robi to po to aby mobilny Googlebot mógł lepiej zrozumieć strony wykorzystujące nowe technologie internetowe. Trochę dziwne tłumaczenie, pokazujące jednak jak silną pozycję w mobilnym ruchu internetowym mają urządzenia z Androidem.

Nieoficjalny powód tej zmiany może być taki, że w perspektywie czasu, doprowadzi to do tego, że webmasterzy, starając się zapewnić serwisom jak największy ruch z Google, będą dostosować serwisy w pierwszej kolejności do urządzeń z Androidem, a to może spowodować dwie rzeczy: Po pierwsze na urządzeniach z androidem będzie się internet przeglądało po prostu wygodniej, dlatego zwiększy się jeszcze bardziej udział urządzeń z Androidem w rynku. Po drugie jest to zgodne z tym o czym pisałem wyżej tłumacząc dlaczego Google stara się poprawić użyteczność stron dla urządzeń mobilnych.

Nowości w Google Analytics

Trzecim elementem tych przygotowań może być dodanie nowych funkcjonalności w Google Analytics, takich jak opisywany przeze mnie w tym wpisie Eksplorator Użytkownika. Nowa funkcjonalność pozwala przeglądać co dokładnie w naszym serwisie robił dany użytkownik, bez względu na to na ile sesji lub urządzeń została ta aktywność rozłożona. Pozwoli to zatem poznać różne zawiłe zależności pomiędzy tym, czy aktywność danego użytkownika przełożyła się na konwersję oraz tym, czy choć cześć tej aktywności miała miejsce z użyciem urządzeń mobilnych. Może to, w perspektywie czasu, ułatwić przekonanie właścicieli serwisów internetowych do tego, że ruch z urządzeń mobilnych jest bardzo wartościowy.

Jak widać od dawna Google usilnie dąży do tego, aby ruch w internecie był w większym stopniu związany z urządzeniami mobilnymi, a to oznacza, że dostosowanie serwisów do urządzeń mobilnych oraz przyspieszenie ich działania (co również wpłynie na wygodę ich przeglądania na urządzeniach mobilnych) powinno być jednym z priorytetów dla każdego webmastera.

Nowe funkcjonalności w Google Analytics – Eksplorator Użytkownika

Najpopularniejsze narzędzie do analizy ruchu w serwisach internetowych Google Analytics sypie ostatnio, jak z rękawa, nowymi funkcjonalnościami. Co prawda są one wszystkie jeszcze w wersji beta ale pomimo tego i tak przynoszą, niekiedy naprawdę rewolucyjne, zmiany.

Jedną z tych funkcjonalności jest wspomniany w tytule Eksplorator Użytkownika. Jak nazwa wskazuje pozwala on śledzić zachowania konkretnego użytkownika, czyli de facto, robić to, co dotychczas w Google Analytics było niemal niemożliwe. Dzięki temu narzędziu zobaczymy dokładnie co robił dany użytkownik, o której dokładnie godzinie wyświetlił jaką stronę, czy wykonał jakie zdarzenie. Zobaczymy także zakupione przez niego produkty, czy inne zrealizowane cele. Najważniejsze jednak jest to, że nie ogranicza się to do jednej sesji! Eksplorator użytkownika pozwala nam śledzić to co robi dany użytkownik w serwisie przez cały czas, od początku kiedy pierwszy raz trafił do naszego serwisu. Od razu dostajemy także informację na temat tego ile sesji użytkownik odbył, jakie przychody wygenerował, ile zawarł transakcji, jaki jest łączny czas jego obecności w serwisie oraz jaką drogą został pozyskany. Daje to naprawdę przeogromne możliwości śledzenia zachowań konkretnych, pojedynczych użytkowników naszego serwisu. Aby zobrazować to, o czym mówię, poniżej przedstawiam kilka zrzutów z ekranu:

screenshot-analytics google com 2016-04-10 13-39-38 screenshot-analytics google com 2016-04-10 13-49-41 screenshot-analytics google com 2016-04-10 13-53-59

Nowa funkcjonalność z pewnością pomoże właścicielom sklepów w lepszej ich optymalizacji pod kątem maksymalizacji przychodów z każdego użytkownika. Gdy wiemy co dokładnie i kiedy dany użytkownik robił, możemy łatwiej odnaleźć te czynniki które pozwalają użytkowników zatrzymać i te, które ich od naszego serwisu odstraszają. Łatwiej dowiemy się także co w naszym serwisie skłoniło ich do dokonania zakupów.

Dlaczego Google zdecydowało się na udostępnienie nam takich danych? W mojej opinii powód jest ten sam co zwykle – dążenie do tego, aby serwisy były wyższej jakości i aby rynek e-commerce się szybciej i efektywniej rozwijał. Powód takich działań jest banalny, zgodny ze starym powiedzeniem: „jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” W dużym uproszczeniu – więcej pieniędzy zostawianych przez użytkowników w internecie, to także większe dochody Google.

Nadchodzi nowy Mobilegeddon

16 marca na oficjalnym blogu Google pojawiła się zapowiedź kolejnego etapu wprowadzania zmian w wynikach wyszukiwania Google na urządzeniach mobilnych. Google zapowiedziało, że od maja tego roku to, czy witryna jest dostosowana do urządzeń mobilnych będzie miało znacznie większy wpływ na to, czy pojawi się ona w mobilnych wynikach wyszukiwania. Strony nie dostosowane do urządzeń mobilnych najprawdopodobniej wcale nie będą się w tych wynikach pojawiały, chyba, że posiadają bardzo wartościową dla użytkowników treść.

O ile zatem poprzednia aktualizacja mobilnych wyników wyszukiwania, która została w środowisku seowców ochrzczona mianem „Mobilegeddon” okazała się w rzeczywistości zmianą, która żadnej rewolucji w mobilnych wynikach wyszukiwania nie zrobiła; o tyle tym razem możemy rzeczywiście mieć do czynienia z Mobilegeddonem. Jest to także bardzo wyraźny sygnał wskazujący w jakim kierunku Google zamierza podążać w kwestii wyników wyszukiwania na urządzeniach mobilnych. Warto zatem poważnie zająć się kwestią dostosowania swojej strony do urządzeń mobilnych, jeżeli jeszcze o to nie zadbaliśmy. To czy nasza witryna jest dostosowana do urządzeń mobilnych możemy przetestować tym narzędziem od Google.

Nowe narzędzie do testowania danych strukturalnych od Google

Na oficjalnym blogu Google pojawił się dzisiaj wpis przedstawiający nowe narzędzie do testowania danych strukturalnych: http://googlewebmastercentral.blogspot.com/2015/01/new-structured-data-testing-tool.html

Nowe narzędzie dostępne pod tym adresem https://developers.google.com/webmasters/structured-data/testing-tool/ pozwala w bardziej przejrzysty sposób przetestować dane strukturalne na naszej stronie. Według Google lepiej odzwierciedla ono to, jak Google odbiera te dane. Zapewnia między innymi takie funkcje jak:

  • Walidacja wszystkich funkcjonalności danych strukturalnych, które są wspierane przez Google
  • Wsparcie dla znaczników JSON-LD, także na stronach dynamicznych
  • Podświetlanie problemów ze składnią w kodzie źródłowym

Oprócz zmiany w samym narzędziu, Google zaktualizowało także dokumentację oraz wskazówki dotyczące stosowania danych strukturalnych. Kolejną zmianą jest rozszerzenie wsparcia znaczników JSON-LD, wśród nowo wykorzystywanych funkcji są miedzy innymi znaczniki dla loga firmy i kontaktów, linków z profili społecznościowych i inne. Pojawiło się także zapewnienie, że trwają prace nad dodaniem obsługi kolejnych funkcji.

Skoro obsługa danych strukturalnych jest cały czas rozwijana przez Google jest to jasny sygnał, że należy brać to pod uwagę podczas optymalizacji stron internetowych. Zastanawiając się natomiast nad wyborem jednego z trzech możliwych formatów dla schema.org, tzn. microdata, RDF oraz JSON-LD może warto wybrać właśnie ten ostatni?

 

Co robić, aby pozycjonować z sukcesem w 2015 roku?

Jak zwykle na przełomie roku wielu pozycjonerów staje się wróżbitami i zaczyna przepowiadać przyszłość branży na nadchodzący rok. Z reguły każdy z tych tekstów mówi innymi słowami o tym samym. Generalnie pozycjonowanie się zmieni, będzie trochę lub nawet diametralnie inne, stare metody nie będą działać itd. Pojawiają się nawet pytania, czy pozycjonowanie będzie w ogóle możliwe, czy też może najnowsze wersje algorytmów Google całkowicie uniemożliwią manipulowanie rankingiem wyszukiwarki?

 

Oczywiście, że pozycjonowanie będzie możliwe, powiem więcej:

Zasady działania pozycjonowania się nie zmienią!

Właśnie tak! Zasady pozycjonowania pozostaną takie same jak teraz i nie zmienią się w 2015 roku, tak samo, jak nie mieniły się nigdy dotąd. „Jak to?!” krzykniecie. Przecież mamy co chwilę nowe aktualizacje algorytmów, kiedyś wystarczało opublikować bardzo dużo linków, teraz lepiej tego prawie wcale nie robić. Kiedyś samo linkowanie wystarczało, teraz konieczny jest cały szereg innych działań, coś, co kiedyś pomagało teraz często szkodzi. Wydaje się, że wszystko się zmieniło.

Ale nie zmieniły się podstawowe zasady działania pozycjonowania i w 2015 roku dalej pozostaną one takie same. A konkretnie jedna, podstawowa rzecz, dzięki której pozycjonowanie w ogóle jest możliwe. W dalszym ciągu w pozycjonowaniu będzie chodziło o to, aby Google traktowało daną stronę jako bardziej wartościową dla użytkownika, który wpisał w wyszukiwarkę daną frazę. I tylko o to.

Zmienią się natomiast metody pozwalające na przekonanie Google, że tak jest, a to za sprawą ciągle zmieniających się algorytmów. Coraz bardziej będzie też zyskiwała na znaczeniu rzeczywista jakość strony a tym samym działania on site, takie jak SEO. Działanie off site, takie jak linkowanie będą natomiast traciły na znaczeniu. Nie jest to jednak żadna nowość, ponieważ taki trend widoczny jest w pozycjonowaniu już od dawna i ciągle zmierza ono w tym samym kierunku. Trend, ten jeszcze się pogłębi, ponieważ nie ma absolutnie żadnego powodu, aby miał on się zmienić. Oto, cała prognoza dla branży na najbliższy rok, a nawet znacznie dłuższy czas 🙂

 

Czy następnym ukaranym Systemem Wymiany Linków będzie Statlink?

Kilka miesięcy temu Google podejmowało w kilku krajach, w tym w Polsce, akcję przeciwko „sieciom linków”. W Polsce oberwało się dwóm rotacyjnym Systemom Wymiany Linków – Gotlinkowi oraz e-Weblinkowi. Zdania w sieci na temat tego, jak odbiło się to na skuteczności tych systemów, są różne. Trudno też określić na ile opinie, że system działa jak dawniej, są prawdziwe, a na ile to tylko zabieg marketingowy właściciela. Pewne jest to, że był to zmasowany atak na strony uczestniczące w tych SWL-ach.

W ostatnim miesiącu sytuacja się powtórzyła i znów podjęte zostały zmasowane działania, w wyniku których ucierpiał polski SWL – Prolink. Tu sytuacja staje się niestety trochę niepokojąca, ponieważ jest to SWL statyczny, a takie zawsze uchodziły za bezpieczniejsze od tych rotacyjnych. Kolejna sprawa to to, że ucierpiały zarówno strony emitujące linki, jak i linkowane z systemu i to niekiedy dosłownie za kilka pojedynczych odnośników. Działania były zatem dość restrykcyjne.

W takiej sytuacji nasuwają się pytania, jaki SWL będzie następny? Bo biorąc pod uwagę, że są to już któreś z kolei tego typu działania, podejmowane przez Google, niemal nie ulega wątpliwości, że będzie następny ukarany SWL. Pytanie tylko jaki to będzie system i kiedy. Ja prognozuję, że w ciągu maksymalnie 2 – 3 tygodni „posypią się” powiadomienia ręczne dla stron uczestniczących w Statlinku. Skąd takie przypuszczenia?

Po pierwsze, Statlink jest systemem statycznym, podobnie jak Prolink – być może Google właśnie takie sobie teraz wzięło na cel. Poza tym jest dość popularny.

Po drugie pojawiają się zmiany mogące świadczyć o zbliżającej się karze ręcznej na stronach linkowanych Statlinkiem.

Co to za zmiany? Z pewnością wielu z Was obserwowało wielokrotnie (albo i nie) specyficzny wzór zmian w ruchu i pozycjach strony internetowej, tuż przed tym, zanim dostała ona karę ręczną za linki przychodzące. Przede wszystkim jest to gwałtowny, znaczący wzrost ruchu i pozycji, bez związku z podejmowanymi w serwisie działaniami, albo pomimo ich braku. Następnie lekki spadek i stabilizacja na około 1 – 2 tygodnie, krótki wzrost, powiadomienie o karze i spadek w otchłań. Ten wzór powtarza się w ogromnej części przypadków, gdy strona dostała karę ręczną za linki. Przypadek? Nie sądzę. Nie mniej jednak gwałtowny wzrost już był kilka dni temu, lekki spadek też i zaczęła się stabilizacja. I to nie na jednej czy dwóch stronach, ale na znacznie większej ilości. Więc jeszcze z 2 tygodnie i się zacznie…

Skryptozakładka ułatwiająca szukanie duplikatów treści

Chyba najistotniejszym elementem branym przez Google pod uwagę podczas oceny serwisu jest jakość treści, które się w nim znajdują. Widzimy, że z czasem ten czynnik zyskuje coraz bardziej na znaczeniu w pozycjonowaniu witryny i będzie zyskiwał jeszcze więcej, bo jakość strony to dla Google priorytet. Po kolejnej aktualizacji algorytmu „Panda” znów wrócił, przynajmniej w przypadku niektórych serwisów, temat powielonych treści i szukania tych duplikatów.

Jak sobie z tym najlepiej poradzić? Tak naprawdę jest jeden dobry sposób na szukanie powieleń naszych treści w internecie – wklejanie fragmentów tekstu w wyszukiwarkę Google i szukanie gdzie się one pojawiają. Jednak kopiowanie co chwilę fragmentów tekstu i przeklejanie go do Google jest uciążliwe, szczególnie jeżeli mamy większą ilość długich tekstów do sprawdzenia, ponieważ nie możemy poprzestać wtedy na jednym fragmencie tekstu, bo przecież tylko jego część może być powielona. My natomiast aby osiągnąć jak najlepsze efekty pozycjonowania chcemy mieć treści całkowicie unikalne.

Tu z pomocą przychodzi moja skryptozakładka. Czym jest ten twór możecie poczytać w moim wcześniejszym poście o własnych narzędziach SEO. Jak to narzędzie działa? Wystarczy zaznaczyć cały tekst, który chcemy sprawdzić i kliknąć w skryptozakładkę, nie trzeba nawet nic kopiować. W nowym oknie otwiera nam się tekst, w którym poszczególne zdania są linkami do ich wyszukiwania w Google, klikamy w kilka interesujących nas zdań i gotowe. W mojej skryptozakładce zdania wyszukiwanew Google nie są umieszczone w cudzysłowach, jeżeli jednak ktoś odczuwa potrzebę wyszukiwania ich w cudzysłowach, z pewnością bez trudu wprowadzi niezbędną modyfikację. Skryptozakładka testowana w przeglądarce Mozilla Firefox. W celu instalacji przeciągnij ten link na pasek zakładek i gotowe.

Dostałeś karę algorytmiczną? Na jej zdjęcie nie licz aż do następnej aktualizacji algorytmu!

Każdy pozycjoner z pewnością niejednokrotnie zauważył, że gdy nadchodzi jakaś aktualizacja algorytmu Google, na wyższe pozycje w SERPach wychodzą różne „stare śmieci” – strony, które kiedyś dostały karę za pozycjonowanie metodami niezbyt mile widzianymi przez Google. W związku z tym nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że przy okazji update algorytmu wyszukiwarki Google „puszczają” algorytmiczne kary. Czy jednak zmiana algorytmu jest konieczna, aby ze strony zdjęta została nałożona przez ten algorytm kara, czy może jest to możliwe także pomiędzy kolejnymi aktualizacjami wprowadzanymi w wyszukiwarce?

Z pewnością zgodzić się można co do jednego: warunkiem koniecznym do tego, aby zdjęta została, nałożona na stronę, kara algorytmiczna jest ustanie czynnika, który spowodował, że jeden z algorytmów Google zadziałał, nakładając na stronę karę. Czyli jeżeli np. sprawcą nałożonej na Twoją stronę kary jest pingwin, a więc kara została nałożona za linki, warunkiem koniecznym jest poprawa profilu linkowego. Jeżeli natomiast dostałeś karę podczas update „top heavy” popraw baner lub reklamę na swojej stronie w obszarze „above the fold” – tym, który jest widoczny po wejściu na stronę bez konieczności jej przewijania.

Do zdjęcia kary algorytmicznej konieczna jest aktualizacja algorytmu

Ostatnio jednak John Mueller z Google dołożył do tego jeszcze jeden element, rozwiewając tym samym wątpliwości pozycjonerów. Potwierdził on, że do zdjęcia kary algorytmicznej konieczna jest aktualizacja algorytmu, który spowodował nałożenie tej kary lub odświeżenie jego danych. Zostało to opisane tutaj. Jest to z jednej strony dobra wiadomość, rozwiewająca szereg dotychczasowych wątpliwości związanych ze zdejmowaniem kar algorytmicznych, ale jest to też wiadomość niepokojąca. Oznacza to, że np. jeżeli strona dostała karę podczas ostatniej aktualizacji pingwina, która miała miejsce w październiku ubiegłego roku, a więc prawie rok temu, nie miał dotąd możliwości jej zdjęcia, ponieważ nie było jeszcze kolejnej aktualizacji pingwina.